1947 - okładka książki

1947. Świat zaczyna się teraz – Elisabeth Åsbrink

Autorka pięknym, literackim językiem opisuje znaczące wydarzenia jednego roku, które ukształtowały porządek dwudziestowiecznego świata. Poza ważnymi i istotnymi sprawami, Asbrink przedstawia także epizody nie mające wielkiego wpływu na przyszłość ludzkości, ale oddające wspaniale koloryt i atmosferę powojennej rzeczywistości. W te opowieści wplata również historię swojej rodziny, która idealnie pasuje do tematyki i nastroju książki.

Literacki reportaż o początkach współczesnego świata

Książka szwedzkiej dziennikarki to wspaniały, modelowy wręcz, przykład reportażu literackiego. Autorka pięknym, literackim językiem opisuje znaczące wydarzenia jednego roku, które ukształtowały porządek dwudziestowiecznego świata. Poza ważnymi i istotnymi sprawami, Asbrink przedstawia także epizody nie mające wielkiego wpływu na przyszłość ludzkości, ale oddające wspaniale koloryt i atmosferę powojennej rzeczywistości. W te opowieści wplata również historię swojej rodziny, która idealnie pasuje do tematyki i nastroju książki. I wszystko to – jak już wspomniałem – pięknym, literackim, nastrojowym,czasami wręcz poetyckim, językiem. Nigdy przedtem nie czytałem reportażu pisanego takim stylem.

1947 - okładka książkiZ opisywanych w książce wydarzeń mnie najbardziej interesowały kulisy powstania państwa Izrael (dowiedziałem się kilku nowych rzeczy, na przykład o „sprytnym” przesuwaniu terminu głosowania Komisji ONZ) i sprawa podziału Indii oraz powstania Pakistanu (zaintrygowała mnie postać i praca ostatniego wicekróla Indii, lorda Louisa Mountbattena). Czytając o tych dwóch przykładach niekompetencji i bezmyślnego egoizmu zachodnich władców imperialnych gigantów, uświadamiamy sobie kto tak naprawdę odpowiedzialny jest za zło współczesnego (nam) świata.

Bardzo interesującym odkryciem były dla mnie informacje o powojennych ruchach faszystowskich (nie wiedziałem prawie nic na ten temat, a wiadomość o tym, że słynny amerykański przemysłowiec, Henry Ford, był jedynym Amerykaninem wymienionym z imienia i nazwiska w „Mein Kampf” Hitlera, zaskoczył mnie niezmiernie) oraz o mozolnej walce o wprowadzenie terminu „ludobójstwa” do prawa międzynarodowego.

Urzekł mnie romans transatlantycki.

Zauważyłem niestety w tekście kilka drobnych niedomówień, które mogą wprowadzić w błąd niezaznajomionego z tematem odbiorcę – na przykład nie do końca wyjaśniona przez autorkę sprawa wzajemnych powiązań i przenikania się ideologii syjonistycznej i ruchu kibuckiego (nie były to, jak sugeruje Asbrink, całkowicie przyjazne i współpracujące ze sobą ruchy, istniały niekiedy bardzo duże rozbieżności pomiędzy wyznawcami obu tych ideologii), czy też niedokładnie wyjaśniona sprawa powstania państwa Bangladesz. Pomimo tych drobnych niedoskonałości, książka zachwyciła mnie (co nie zdarza się zbyt często) i będę szukał kolejnych reportaży tej autorki.

Poczytaj również: