20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła

Reportaże zebrane w zbiorze to opowieści o nas samych. Spełniają one nie tylko podstawowy warunek stawiany tej formie przekazu – są ciekawe i interesujące, ich wielką zaletą jest także to, że większość z nas – mieszkańców nowej Polski – odnajdzie w którejś z tych opowieści siebie, cząstkę swoich losów, lub losów swoich znajomych czy bliskich. Przedstawiono tu dość kompletny przekrój tego, co działo się z nami w ostatnich dwudziestu latach

Zrobić sobie mentalność

[Tekst z roku 2010, dziś z pewnością napisałbym go inaczej, ale zostawiam go tutaj w takiej, oryginalnej, czasami zbyt podniosłej, a czasami wręcz śmiesznej, formie.]

20 lat temu obudziliśmy się w wolnej Polsce. Ale to właśnie ona – nasza ojczyzna – a nie my, jej mieszkańcy – jak sugerują twórcy zbioru „20 lat nowej Polski w reportażach według Mariusza Szczygła” – była zagubiona. To Polska zapomniała swojego imienia i swojej historii, to Polska nie wiedziała kim jest, skąd przychodzi i jak się nazywa. My, jej obywatele, byliśmy wciąż tymi samymi ludźmi, którzy przez kilkadziesiąt lat żyli w komunistycznym ciepełku. Byliśmy wciąż działaczami wolnych związków lub byłymi zomowcami, byliśmy protestującą młodzieżą lub przesłuchującymi ją esbekami. Obudziliśmy się dobrze pamiętając kim jesteśmy i skąd przychodzimy, nie wiedzieliśmy za to dokąd mamy iść, co robić i jak postępować. Nie pytaliśmy o swoje nazwisko (jak Jan, bohater otwierającego zbiór tekstu „Człowiek, który powstał z torów”), próbowaliśmy raczej – cytując słowa opisanego przez Mariusza Szczygła mistrza zmiany w nowo powstałej montowni telewizorów firmy Otake – „zrobić sobie mentalność w jeden dzień”. Szukaliśmy etycznych wzorców, kierując się instynktownie ku tym, którzy byli nimi dotychczas – ale oni, zajęci kolejnymi wojnami na górze – zostawili nas samym sobie. To właśnie o tym opowiadają reportaże zebrane w tomie o poszukiwaniu swojego miejsca w nowej, nieznanej – często w związku z tym przerażającej – rzeczywistości. Bohaterzy kolejnych opowieści, pozostawieni nagle bez moralnego wsparcia, szukają, na własną rękę, sposobu na przeżycie. Co najsmutniejsze – w wielu przypadkach, zarówno w książce, jak i w rzeczywistości – sposobu na przeżycie, a nie na życie.

20 lat nowej Polski - okładka książkiReportaże zebrane w zbiorze to opowieści o nas samych. Głównie o tym jak – w imię przeżycia – porzuciliśmy zasady. O tym jak w tajemnicy przed żoną spekulowaliśmy na giełdzie („Pamiętnik znaleziony na parkiecie”), o tym jak przemycaliśmy narkotyki w żołądkach („500 euro za ciało, które zje kilogram”), o tym jak zarabialiśmy na ogłoszeniach oferujących fikcyjne usługi („Polska w ogłoszeniach”), o tym jak uwierzyliśmy Amwayowi („Zabierz nas do Diamentu”), o tym jak stadnie rzuciliśmy się na Wyspy, aby pracować za pensy, które Anglika nie ruszą z kanapy („Fajną masz, córcia, pracę”), wreszcie o tym jak rozpaczliwie szukaliśmy pieniędzy na kolejny biznes, nawet u gangsterów („Luiza wdowa idzie na Dług” – zdecydowanie najlepszy tekst książki).

Po pracy ci z nas, których było na to stać, jeździli na szybki – zarówno hetero, jak i homo – seks w zakamarkach europejskich stolic („Wściekły pies”), podczas gdy reszta – przeważająca większość – musiała zadowolić się onanizmem na rodzimych sex-czatach („Cała Polska czatuje na seks”). Mieliśmy także inne rozrywki: zwiedzanie tak zwanych galerii handlowych („Arkademonia”), słuchanie disco polo („Usta są zawsze gorące”) i wspomagane koksem ćwiczenia fizyczne („Mistrz rozkroku i przykucania”).

A nasze dzieci? Owszem – były i dzieci, choć raz na jakiś czas zdarzały się – zagrożone wyrokami wieloletniego więzienia – przypadki aborcji („Bolało jeszcze bardziej” i „Czasem odwiedzają mnie demony”). Te, które się urodziły, czasami były nawet kochane i obdarzane czułą opieką – miejmy nadzieję, że nie tylko przez pary homoseksualne („Dwie mamy Jasia”) – ale częściej pozostawiane zostawały przez zajętych pracą rodziców w samotności. Używały wolności, jak tylko mogły: „jumały” za zachodnią granicą, terroryzowały niedofinansowaną szkołę i nieprzygotowanych do nowych warunków nauczycieli („Wal się, szkoło”), w najlepszym wypadku zarabiały na bilet do kina jako „trendsetterzy” („Trend-owaci”).

Po lekturze zebranych w tomie reportaży dochodzi się do wniosku, że z tą mentalnością wcale nie tak łatwo. Na jej zrobienie nie wystarcza jeden dzień, niektórym nie wystarcza nawet dwadzieścia lat. Smutnej całości nie rozjaśnia najoptymistyczniejszy – paradoksalnie – reportaż zbioru, opowiadający o mieszkańcach schroniska dla bezdomnych, którzy w 2001 roku symbolicznie solidaryzują się z ofiarami ataku na WTC („Nadzieja w gruzach World Trade Center”). Paradoksalnie, gdyż z jednej strony przedstawia ludzi, którzy stracili w nowej Polsce to, co w życiu najpotrzebniejsze – swoje własne miejsce, a z drugiej strony to właśnie oni – bezdomni i bezrobotni – kierują się w swoim postępowaniu, chyba jako jedyna z opisanych w książce grup społecznych, motywami pozamaterialnymi. Ich działaniami kieruje postawa, która leżała u podstaw naszej wolnej, postkomunistycznej, Polski. Solidarność.

Smutniej natomiast – przerażająco smutno – robi się czytając opowieści o prawdziwych bohaterach, którzy dziś wstydzą się swojego bohaterstwa. O ludziach, którzy nie chcą głośno mówić o tym, jak ratowali Żydów podczas okupacji („Lęk Sprawiedliwych”), ani o tym, jak – może naiwnie i dziecinnie, ale ryzykownie narażając się ludowej władzy – walczyli z komuną w latach sześćdziesiątych („Spisek przy trzepaku”).

Zebrane w zbiorze reportaże spełniają nie tylko podstawowy warunek stawiany tej formie przekazu – są ciekawe i interesujące, ich wielką zaletą jest także to, że większość z nas – mieszkańców nowej Polski – odnajdzie w którejś z tych opowieści siebie, cząstkę swoich losów, lub losów swoich znajomych czy bliskich. Przedstawiono tu dość kompletny przekrój tego, co działo się z nami w ostatnich dwudziestu latach, szkoda że zabrakło dwóch spraw, którymi żyła (i nadal żyje) cała Polska: Owsiaka oraz wojny o religię i krzyże w szkołach (tym bardziej, że w książce pojawia się zarówno Rydzyk, jak i aborcja). Myślę, że po dodaniu dwóch reportaży na te tematy, tom można by śmiało nazwać reportażową historią postkomunistycznej Polski. Historią ludzi, którzy wciąż próbują zrobić sobie mentalność.

Poczytaj również: