Bez skazy - okładka książki
Ameryka Płn, USA

Bez skazy – Jonathan Franzen

Bez skazy - okładka książki po angielskuOstatnia (jak do tej pory) powieść Franzena nosi na sobie piętno (tak – piętno) „Wielkiej powieści amerykańskiej”. „Great American Novel” jest moim zdaniem przekleństwem Franzena – ideą, do której stara się (bez powodzenia) dorównać; zbyt ambitnym, nieosiągalnym, celem.

Myślę, że Jonathan Franzen jest sprawnym, niezłym pisarzem, będącym w stanie napisać dobre, interesujące amerykańskie powieści. Zwyczajne. Nie wielkie.

Jonathan Franzen na okładce Time„Bez skazy” (której oryginalny tytuł „Purity” jest zgrabną grą słów: stanowi zarazem imię głównej bohaterki, jak i rzeczownik „czystość” – pojawiający się w tym znaczeniu w powieści niezliczoną ilość razy) nie jest zatem „Wielką amerykańską powieścią”, jest zlepkiem kilku poskładanych ze sobą krótszych amerykańskich powieści, które z powodzeniem mogłyby stanowić odrębne całości (NRD z okresu upadku Bloku Wschodniego, losy Purity i jej rodziny, portal internetowy Sunlight Project).

Pisanie Franzena jest sprawne i zgrabne, nie jest to jednak pisarstwo wielkie – „Bez skazy” jest dobrą, momentami bardzo dobrą, literaturą, ale nie wielką. Postacie nie do końca przekonują – autor co chwila musi utwierdzać czytelnika w przekonaniu, że Aleksander jest niezwykle atrakcyjny, a Purity zagubiona. Poszukiwanie przez główną bohaterkę własnej tożsamości ogranicza się do poszukiwania ojca, działalność portali typu WikiLeaks to nic innego, jak sposób na podreperowanie ego ich założycieli. A akt samobójczy w zakończeniu książki nie wynika z niczego innego, jak z widzimisię autora – nie znalazłem w powieści żadnej racjonalnej przesłanki do tego czynu.

Bez skazy - okładka książki„Bez skazy” odwołuje się – w sposób mniej lub bardziej oczywisty – do innych utworów i motywów literackich. Do literatury wielkiej i do literatury popularnej. Do powieści amerykańskiej i europejskiej. Zauważyć można nawiązania do Johna Irvinga; uwagę przykuwają, znane z prozy innego współczesnego autora amerykańskiego, długie opisy tenisa w końcowych partiach książki. Nietrudno domyślić się, co inspirowało Franzena podczas pisania części powieści poświęconej losom Andreasa w upadającym NRD (która, jak pisałem wcześniej, mogłaby stanowić odrębną powieść) – opisów popełnionej przez młodą parę zbrodni i oczekiwania na wynikającej z niej karę. To tylko niektóre z literackich aluzji Franzena – z pewnością jest ich w „Bez skazy” o wiele więcej.

Jonathan Franzen jest dobrym, utalentowanym pisarzem, niepotrzebnie starającym się być pisarzem wielkim. O wiele lepiej byłoby (moim czytelniczym zdaniem), gdyby autor zdecydował się na pisanie krótszych, mniej ambitnych powieści, opowiadających czy to o współczesnych Stanach Zjednoczonych, czy o Europie sprzed kilkudziesięciu lat, czy też o grupie hackerów skrytych gdzieś w bezludnych terenach Ameryki Południowej.