Drybling Hidegkutiego, czyli rozmowy z Hrabalem – Bohumil Hrabal, László Szigeti

Czytając dryblingi Hrabala, ma się wrażenie, że czasami drybluje dla samego dryblowania, nie po to, by strzelić gola; innym razem sam zapędza się w przysłowiowy kozi róg i nie wie, którą z legend ma rozwijać, która z nich będzie najefektowniejsza, największa. Wydaje się, że czasami zapomina nawet, co jest wymysłem, grą, a co prawdą, życiem. Kręci tak bardzo, że aż zakręca sam siebie. Ale robi to bardzo ładnie. Pięknie i mądrze.

The Great Pretender

„Przy dalszej lekturze zacząłem się uśmiechać, spostrzegłem bowiem, że ten chaos zaczyna mieć sens od chwili, kiedy wspominam o dryblingu Hidegkutiego, że tak naprawdę cała ta rozmowa to drybling na chustce do nosa, że ten drybling pana Hidegkutiego przezwycięża nie tylko semantyczny chaos pytań, ale i moich odpowiedzi, że pewne braki tej rozmowy stają się zabawą z czytelnikiem, że ta lektura jest penicyliną przeciw konwencji i stereotypom…” (Hrabal w PS do książki).

Drybling Hidegkutiego - okładka książkiHrabal, jak wiadomo, tworzył nie tylko powieści i opowiadania, tworzył także swoją legendę, legendę swojego życia i pisania. Bawił się z nami, kręcił, wymyślał, grał (jak Fellini w „Osiem i pół”), dryblował na chustce do nosa, konfabulował. Raz chciał być śpiewakiem operetkowym, za chwilę piłkarzem – warto dodać, że piłkarzem zachwycającym się symfoniami Mahlera i Dostojewskim. Był prawnikiem, zawiadowcą stacji, maszynistą w teatrze, hutnikiem. Pod koniec życia – jak sam pisze – był też pisarzem. Twierdził, że wszystko co napisał, usłyszał od „zwykłych, śmiesznych” ludzi przy piwie w gospodach (był tylko zapisywaczem), dodając po kilkunastu stronach, że jest duchowym spadkobiercą Kafki i Freuda. Wychwalał pod niebiosa mądrość gospodyń wiejskich, wgłębiając się za chwilę w filozoficzne rozważania Platona, Schopenhauera i Nietzschego. Był ateistą, wiedzącym kim jest Bóg. Był praskim prekursorem beatników, dającym dach nad głową zagubionemu pijaczkowi, będąc jednocześnie „gospodarzem”, zabijającym koty uderzeniem o cement, bo – jak twierdził, kiedy jest ich zbyt dużo, „potrafią zrobić z tego małego mieszkania piekło.”

Czytając te jego dryblingi, ma się wrażenie, że czasami drybluje dla samego dryblowania, nie po to, by strzelić gola; innym razem sam zapędza się w przysłowiowy kozi róg i nie wie, którą z legend ma rozwijać, która z nich będzie najefektowniejsza, największa. Wydaje się, że czasami zapomina nawet, co jest wymysłem, grą, a co prawdą, życiem. Kręci tak bardzo, że aż zakręca sam siebie. Ale robi to bardzo ładnie. Pięknie i mądrze.

Poczytaj również: