Nie ma kto pisać do pułkownika - okładka książki

Nie ma kto pisać do pułkownika – Gabriel Garcia Marquez

„Nie ma kto pisać do pułkownika” jest typowym dla Marqueza utworem osadzonym głęboko w realiach Ameryki Południowej, z rzeszą latynoskich bohaterów i klimatem ojczystych stron autora. Pomimo tego, opowiedziana przez pisarza historia jest historią uniwersalną – samotność i beznadzieja są podobne na każdym kontynencie, w każdym kraju.

Pewna jest tylko śmierć

Nie ma kto pisać do pułkownika - okładka książki„Nie ma kto pisać do pułkownika” jest (w odróżnieniu od „Dwunastu opowiadań tułaczych”) typowym dla Marqueza utworem osadzonym głęboko w realiach Ameryki Południowej, z rzeszą latynoskich bohaterów i klimatem ojczystych stron autora. Pomimo tego, opowiedziana przez pisarza historia jest historią uniwersalną – samotność i beznadzieja są podobne na każdym kontynencie, w każdym kraju. Tytułowy pułkownik – nie bez powodu bezimienny (podobnie jak jego cierpiąca żona i nieżyjący syn) – jego osamotnienie, staroświecka godność i niespełnione nadzieje – mógłby być bez problemu mieszkańcem Stanów Zjednoczonych, Nigerii, czy Polski, a jego symboliczny kogut – kozą, papugą, albo zwykłą krową. W sferze fabularnej pozostajemy bardzo głęboko w marquezowskim świecie Ameryki Łacińskiej, ale światopoglądowo możemy z pułkownikiem przenosić się po całym świecie. Nigdzie, w żadnym kraju, hołubione przez lata zwierzątko, mające przynosić zapomnianemu właścicielowi góry złota, nie spełni pokładanych w nim nadziei; podobnie jak w żadnym kraju, nikt nie napisze do pułkownika – obiecane pieniądze nie nadejdą nigdy, a umierająca żona będzie musiała gotować w garnku kamienie zamiast obiadu. Żeby sąsiedzi się nie domyślili.

„Nie ma kto pisać do pułkownika” jest poza tym jednym z pierwszych utworów Marqueza przywołujących do życia magiczne Macondo i (pułkownika) Aureliano Buendia, który „Wiele lat później, stojąc naprzeciw plutonu egzekucyjnego (…), miał przypomnieć sobie to dalekie popołudnie, kiedy ojciec zabrał go z sobą do obozu Cyganów, żeby mu pokazać lód.”*

Na zakończenie mała dawka charakterystycznego dla Marqueza humoru i zabawy z czytelnikami: w jednym z tekstów (czy też wywiadów) Kolumbijczyk powiedział, że to właśnie opowiadanie jest jego największym arcydziełem, a „Sto lat samotności” napisał tylko po to, żeby ludzie czytali „Nie ma kto pisać do pułkownika”. Ja zachęcam do poczytania obu tych dzieł. A nawet kilku więcej.


*Gabriel Garcia Marquez, „Sto lat samotności”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 1996, str 7.

Poczytaj również: