Nowy Jork - okładka książki

Nowy Jork – Edward Rutherfurd

Nowy Jork - okładka książki po angielskuNajwiększą wadą powieści jest całkowity w niej brak tytułowego miasta – nie ma opisów społeczności, nie ma historii rozwoju infrastruktury czy urbanizacji Nowego Jorku, nie ma atmosfery wielokulturowego organizmu. Kilka opisanych budynków i postaci nie tworzy historii – historia mija gdzieś obok – wydaje się, że poza stronicami książki.

Droga przez nowojorską mękę

Nowy Jork - okładka książkiPowieść Rutherfurda, opisywana przez wydawcę jako historia najbardziej ekscytującego miasta świata, jest co najwyżej zbiorem luźno powiązanych ze sobą historyjek, opisujących życie kilku nowojorskich rodzin. Największą wadą powieści jest całkowity w niej brak tytułowego miasta – nie ma opisów społeczności, nie ma historii rozwoju infrastruktury czy urbanizacji Nowego Jorku, nie ma atmosfery wielokulturowego organizmu. Kilka opisanych budynków i postaci nie tworzy historii – historia mija gdzieś obok – wydaje się, że poza stronicami książki.

„Nowy Jork” nie jest nawet, jak również reklamuje wydawca, sagą rodzinną. Opisywane losy kolejnych przedstawicieli rodu Master, są tak bardzo oderwane od siebie, że książkę z powodzeniem można by podzielić na sześć, może dziesięć części – i każdą z nich sprzedawać jako osobną (słabą) powieść o którymś z potomków rodu. Nic ich w książce nie łączy (poza nieopisanym przez autora Nowym Jorkiem), co gorsza – nic nie łączy czytelnika z opisywanymi postaciami – nie wywołują żadnych emocji. Nawet przez samego pisarza traktowani są bez uczucia – Frank Master, któremu poświęcono w powieści kilkaset stron, umiera gdzieś niezauważony przez narratora, a wzmianka o jego śmierci pojawia się kilka lat później.

Jedyne plusy tej słabej i zbyt długiej (1020 stron) drogi przez nowojorską mękę, to bardzo jasne i nowe (przynajmniej dla mnie) wyjaśnienie skomplikowanej sprawy abolicji w czasach wojny secesyjnej oraz umiejętne wytłumaczenie okoliczności i przyczyn amerykańskiej rewolucji. Ale do tego wystarczyłyby dwa porządne artykuły prasowe – niekoniecznie trzeba od razu zamęczać czytelnika ponad tysiącstronicowym gniotem.

Poczytaj również: