Papryczka - okładka książki

Papryczka – Alain Mabanckou

Papryczka - okładka angielskiego wydania książki

Najnowsza powieść Alaina Mabanckou to dla mnie spore rozczarowanie. Czytając jakiś czas temu „Zwierzenia jeżozwierza” tego samego autora, zachwyciłem się interesującą historią i nowatorskim, świeżym językiem. W „Papryczce” zabrakło zarówno ciekawego opowiadania, jak i warsztatowego kunsztu. Dla mnie jest to powieść wtórna, nie wnosząca kompletnie niczego nowego, ciekawego, odkrywczego.

Papryczka - okładka książkiFabuła sprowadza się do wyciśniętego do ostatnich kropli (krwi) schematu: porzucone dziecko, sierociniec, despotyczni wychowawcy (sadystyczny dyrektor, źli współmieszkańcy), powolne staczanie się na „złą drogę” (bo tylko tak można przeżyć), przyjaciel (wymagający ochrony), ucieczka od oprawców, ulica, przygarnięcie przez dobrą burdel-mamę (tak – nie zabrakło tu nawet harmonijnego życia w pełnej dobra i wzajemnej miłości społeczności domu publicznego), powolne wychodzenie z kłopotów, (niezamierzona) zbrodnia, więzienie, upadek. W przypadku „Papryczki” dochodzi do tego trochę lokalnych klimatów: socjalizm w wydaniu afrykańskim, bieda w wydaniu afrykańskim, zabobony (ale w śladowych ilościach) w wydaniu afrykańskim, korupcja w wydaniu afrykańskim.

Mabanckou nie zaprezentował w swojej powieści niczego, czego już nie znaliśmy – ani w warstwie fabularnej, ani w językowej.

Tak – bardzo mi żal biednych, porzuconych dzieci, zmuszonych przez życiową sytuację do walki o przetrwanie. Żal mi bitych i poniżanych, wyszydzanych i wyśmiewanych. Ale dzieło literackie powinno być (przynajmniej dla mnie) czymś więcej, niż kolejnym powtórzeniem wykorzystywanych od stuleci klisz.

Poczytaj również: