Realizm histeryczny

Termin „realizm histeryczny” pojawił się w przestrzeni publicznej po raz pierwszy w roku 2001, przy okazji krytycznej recenzji debiutanckiej powieści Zadie Smith, „Białe zęby”, autorstwa znanego amerykańskiego krytyka literackiego, Jamesa Wooda. W opublikowanym w „New Republic” eseju „Human, All Too Inhuman”, Wood, analizując pisarstwo takich autorów, jak Pynchon, DeLillo, Rushdie, Smith czy Wallace, określił ich styl i sposób konstrukcji fabuły powieściowej właśnie mianem „realizmu histerycznego”,

Realizm histeryczny na spokojnie. Co, kto i w jaki sposób

Czytając powieści współczesnych postmodernistów (na czele z Zadie Smith), a już szczególnie zagłębiając się w lekturę opracowań krytycznoliterackich na ich temat, co rusz natykałem się na – przyznam, do niedawna nie bardzo mi znany – termin „realizm histeryczny”. Z lekkim zażenowaniem przyznaję się w tym miejscu do trochę lekceważącego potraktowania przeze mnie tego określenia w jednym z wcześniejszych wpisów, a teraz – niejako w ramach odkupienia win – przedstawiam wyniki moich poszukiwań badawczych na temat prądu literackiego, który – jak się okazuje – stał się jednym z ważniejszych (choć przez niektórych literaturoznawców dość mocno krytykowanym) nurtów współczesnej prozy światowej.

Powstanie terminu i definicja „realizmu histerycznego”

Zadie SmithTermin „realizm histeryczny” pojawił się w przestrzeni publicznej po raz pierwszy w roku 2001, przy okazji krytycznej recenzji debiutanckiej powieści Zadie Smith, „Białe zęby”, autorstwa znanego amerykańskiego krytyka literackiego, Jamesa Wooda. W opublikowanym w „New Republic” eseju „Human, All Too Inhuman”, Wood, analizując pisarstwo takich autorów, jak Pynchon, DeLillo, Rushdie, Smith czy Wallace, określił ich styl i sposób konstrukcji fabuły powieściowej właśnie mianem „realizmu histerycznego”, przeciwstawiając mu znany i uznany od lat realizm magiczny (do którego to nurtu niektórzy krytycy zaliczają na przykład Salmana Rushdie). Warto przy tym zaznaczyć, iż sposób wprowadzenia tego określenia przypomina okoliczności, w jakich narodziła się nazwa „impresjonizm” – w obu wypadkach terminy opisujące nowo powstałe prądy użyte zostały w wyraźnie pejoratywnym znaczeniu i w opozycji do dobrze zakorzenionych w świadomości społecznej i powszechnie poważanych zjawisk w malarstwie (impresjonizm) i literaturze (realizm histeryczny).

Definiując opisywane zjawisko, Wood pisze (w artykule „Tell me how does it feel?”, który został opublikowany w Guardianie niedługo po wydarzeniach z 11 września 2001):

„Realizm histeryczny nie jest realizmem magicznym, jest raczej jego kolejnym etapem. Charakteryzuje się strachem przed ciszą, jest rodzajem rozpędzonego perpetuum mobile. Historie i zdarzenia rozrastają się na każdej stronie, a dążenie do niczym nieposkromionej żywotności zaspokajane jest za każdą cenę.”

Powieści z opisywanego nurtu odznaczają się nagromadzeniem nieprawdopodobnej liczby niesamowitych zdarzeń, które stają się w efekcie czymś w rodzaju nic nieznaczących ozdobników. Autorzy sprawiają wrażenie, jakby musieli cały czas, bez chwili odpoczynku, opowiadać coraz to nowe, coraz bardziej nieprawdopodobne i coraz bardziej wewnętrznie powiązane ze sobą, historie. Nie ma tu chwili wytchnienia, nie ma momentu na zastanowienie się, czy na poczucie jakichkolwiek emocji – jest za to ciągły pęd za nowymi zdarzeniami, za przekazaniem nieskończonej ilości informacji i za przedstawieniem coraz bardziej wymyślnych bohaterów (kilka przykładów z artykułu Wooda: mówiący pies, mechaniczna kaczka, dwa rozmawiające ze sobą zegary, zakonnica – siostra Edgar – będąca prawdopodobnie reinkarnacją Edgara Hoovera, grupa terrorystyczna – Zabójcy na Wózkach Inwalidzkich – mająca na celu wyzwolenie Quebecu, żydowski naukowiec zajmujący się inżynierią genetyczną, ogromnych rozmiarów ośmioboczny ser, artysta malujący amerykańskie bombowce B-52 na pustyni w Nowym Meksyku, itp., itd.). Wood zwraca uwagę, że zarówno każdego z tych bohaterów osobno (powiedzmy prawie każdego), jak i każde opisywane w powieściach zdarzenie, można uznać za prawdopodobne i bez problemu umieścić je w jakiejkolwiek klasycznie realistycznej powieści. U realistów histerycznych natomiast wszystkie te „dziwne” osoby i historie nagromadzone są w takiej liczbie, że stają się niejako karykaturą realnych wydarzeń i – co za tym idzie – nie wywołują u czytelnika żadnych emocji, żadnych uczuć. Nie ma tu tragedii, nie ma bólu ani cierpienia – postacie są bez życia, płaskie i teatralne, a fabuła pozbawiona sensu i skonstruowana w taki sposób, że opowiadane historie zdają się nigdy nie kończyć – Wood twierdzi, że do każdej z opisywanych powieści można by bez problemu (i bez zburzenia jej konstrukcji) dopisać kolejne kilkaset stron.

Trzeba tu wyraźnie podkreślić, że Wood nie zarzuca autorom braku inwencji, wręcz przeciwnie – tej inwencji jest jego zdaniem o wiele za dużo! W wyniku zbyt innowacyjnie „przekonstruowanych” fabuł i bohaterów, efekt końcowy – jakim jest gotowa powieść – nie jest, zdaniem krytyka, ani realna (zbyt nieprawdopodobna), ani satyryczna (zbyt komiksowa), ani komiksowa (zbyt realistyczna). Zamiast skupić się na stworzeniu prawdziwego, wywołującego u czytelnika jakieś emocje, bohatera, autorzy bombardują nas nieskończoną ilością (niepotrzebnych) informacji. Pisarze zdają się wiedzieć wszystko o otaczającym nas świecie, ale nie znają tak naprawdę ani jednego człowieka (The result – in America at least – is novels of immense self-consciousness with no selves in them at all, couriosly arrested and every „brilliant” books that know a thousands things but do not know a single human being).

Zęby Zadie Smith

Jak nietrudno zauważyć, oba przytaczane przeze mnie teksty Wooda są mocno krytyczne w stosunku do wszystkich wymienianych przez niego autorów, w tym także do autorki „Białych zębów”. Jego niechęć do pisarstwa Zadie Smith jest zresztą dość powszechnie znana – niektórzy z komentatorów oburzają się nawet na fakt, że redakcje prasowe zlecają recenzowanie książek autorstwa wielkiej postaci brytyjskiej sceny literackiej komuś, kto jest tak jawnym przeciwnikiem jej pisarstwa. Trzeba jednak przyznać, że Wood obchodzi się ze Smith – w porównaniu z innymi postmodernistami – dość łaskawie. W pewnym momencie przynznaje, że powieściopisarka – w swych najlepszych momentach – próbuje z niezłym skutkiem wyważać opisywane zdarzenia, ponadto jest nawet w stanie tchnąć odrobinę życia w swoich bohaterów. Jej postaci nie są tak płaskie i pozbawione uczuć, jak bohaterowie powieści innych przedstawicieli nurtu.

Myślę, że pamiętając o tym, iż artykuły Jamesa Wooda nie dotyczą wydanej w 2012 roku powieści Smith, „Londyn NW”, można się z nim zgodzić w prawie stu procentach. „Białe zęby” są moim zdaniem książką bardzo dobrą, o wiele lepszą zarówno od powieści innych przedstawicieli gatunku, jak i od pozostałych utworów Smith. Bohaterowie tych innych pisarzy (szczególnie Pynchona i DeLillo) nie sprawiają wrażenia prawdziwych, żywych ludzi – to raczej sztuczne konstrukty wyrzucające z siebie zbiory głosek, układających się na powieściowych kartkach w tysiące beznamiętnych informacji, to teatralne postaci wypowiadające wyuczone formułki, bez żadnego emocjonalnego związku ani z czytelnikiem, ani z autorem, ani z innymi książkowymi bohaterami.

Jednak pomimo (dość stonowanych, trzeba przyznać) pochwał skierowanych w kierunku Smith, Wood z wyraźną przyjemnością pozwala sobie na tak prześmiewczy opis fabuły Białych zębów:

„(…) a character is introduced in London, call him Toby Awknotuby (that is, „To be or not to be” — ha!) then we will be swiftly told that he has a twin in Delhi (called Boyt, which is an anagram of Toby, of course), who, like Toby, has the same very curious genital deformation, and that their mother belongs to a religious cult based, oddly enough, in the Orkney Islands, and that their father (who was born at the exact second that the bomb was dropped on Hiroshima) has been a Hell’s Angel for the last thirteen years (but a very curious Hell’s Angels group it is, devoted only to the fanatical study of late Wordsworth), and that Toby’s mad left-wing aunt was curiously struck dumb when Mrs. Thatcher was elected prime minister in 1979 and has not spoken a word since. And all this, over many pages, before poor Toby Awknotuby has done a thing, orthought a thought!”

Sama Zadie Smith odniosła się do wywodów Wooda na łamach Guardiana, w artykule „This is how it feels to me”. Już na samym początku tekstu pisarka zgodziła się (z odrobiną bólu) na używanie terminu „histeryczny”: „It is a painfully accurate term for the sort of overblown, manic prose to be found in novels likemy own „White Teeth” and a few others he was sweet enough to mentions. These are hysterical times; any novel that aims at hysteria will now be effortlessly outstripped – this was Wood’s point, and I’m with him on it.” Przekręciła przy tym trochę intencje krytyka (Wood nie miał na myśli powieści, które opisują histerię, tylko takie, które są w sposób histeryczny konstruowane), ale i tak dobrze, że niejako „przyklepała” oficjalnie użyty przez niego termin (można by się pokusić o uznanie daty ukazania się jej artykułu – 13 października 2001 roku – za datę historyczną!). Dalej już jednak tylko się broniła, a robiła to, moim zdaniem, nieprzekonywająco. Tłumaczyła mianowicie, że zadaniem współczesnego pisarza nie jest przekazywanie emocji i uczuć (nie ma on pisać o tym, co czuje współczesny człowiek), lecz opisywanie mechanizmów stojących za funkcjonowaniem obecnego świata. Bohaterowie nie muszą czuć czy też wywoływać uczuć, muszą natomiast wiedzieć (prawie) wszystko o takich rzeczach, jak zasady działania internetu, podstawy mikro i makroekonomii, historia filozofii czy budowa atomu i dzielić się tą wiedzą z czytelnikiem. Im więcej informacji, tym lepiej.

Zadie Smith napisała także, że się stara. Że oni wszyscy (przedstawiciele realizmu histerycznego) starają się. Ale że im nie bardzo wychodzi. I podsumowała: pisarz nie pisze tak, jakby chciał pisać, tylko tak, jak umie (writers do not write what they want, they write what they can). Cóż – w tym miejscu Smith podniosła ręce do góry i poddała się. Miała do tego pełne prawo – jako artystka, pisarka – ale już niekoniecznie jako osoba zajmująca się zawodowo (akademickim) nauczaniem sztuki kreatywnego pisania. A to właśnie robi Smith, kiedy nie pisze powieści.

Kto jest histerycznym realistą?

Don DelilloJak już wspominałem, Wood do opisywanego przez siebie nurtu zaliczył, między innymi: Zadie Smith, Thomasa Pynchona, Dona DeLillo, Salmana Rushdiego i Fostera Wallace. Poza nimi w różnego rodzaju opracowaniach wymienia się także: Vladimira Nabokova, Johna Bartha i Williama Gassa, a pośród prekursorów tego zjawiska: Homera, Tołstoja i Dostojewskiego. W sieci znajduje się dość rozbudowana lista osób powiązanych (mniej lub bardziej) z realizmem histerycznym: „The Hysterical Realism Reading List”. Myślę, że warto się z nią zapoznać, tym bardziej że znajdują się tam nazwiska osób powszechnie uznawanych za pisarzy wielkich, w tym także autorów, których dzieła uważane są za najważniejsze portrety współczesnego życia po obu stronach Atlantyku: DeLillo (tam) i Rushdi (tu). Nota bene to właśnie ci dwaj powieściopisarze zostali przez Jamesa Wooda poddani najostrzejszej krytyce – niektórzy krytycy twierdzą, że Wood im po prostu zazdrości.


Fot. Zadie Smith, autor: David Shankbone, licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons

Fot. Don Delillo, autor: Thousand Robots, licencja: CC-BY, źródło: Wikimedia Commons

Poczytaj również: