Szarańcza - okładka książki
Ameryka Pd, Kolumbia

Szarańcza – Gabriel Garcia Marquez

„Szarańcza” – powieściowy debiut Marqueza, to zarazem pierwsza (ale nie ostatnia) socrealistyczna powieść mistrza. Nie jest to oczywiście socrealizm w rozumieniu teoretyków literatury z dawnych państw bloku wschodniego, nie jest to produkcyjniak, o jakich uczono mnie (i moich rówieśników) w szkole.

Szarańcza - okładka książki„Szarańcza” nie jest ani nachalną propagandą, ani nie próbuje przekonać nas do czarno-białej wizji świata; zdecydowanie nie przypomina utworów Żukrowskiego czy Newerlego. A jednak to sam Marquez określił się jako „socrealista” (w jednym z wywiadów): „Problem w tym, że wielu uważa mnie za pisarza realizmu magicznego, choć tak naprawdę jestem osobą mocno stojącą na ziemi i piszę coś, co uważam za prawdziwy socrealizm.”* Można by się zastanawiać czy to kokieteria, czy ignorancja…

Socrealista Marquez zdecydowanie piętnuje zło. Zło, które – wraz z nadejściem amerykańskiego ekspansjonizmu – niszczy bezpowrotnie jego małe, lokalne ojczyzny, jego Macondo: „Nagle, jakby trąba powietrzna zapuściła korzenie w samym środku miasteczka, zjawiła się kompania bananowa, a w ślad za nią szarańcza. Wymieszana, wrzaskliwa szarańcza, złożona z odpadków ludzkich, resztek z innych miasteczek; plewy wojny domowej, która wydawała się coraz bardziej odległa i nieoczywista. Szarańcza była bezlitosna. Zatruwała wszystko zbełtaną wonią tłumów, odorem wydzielin skóry i skrytej śmierci.”**

Pierwsza powieść wielkiego Kolumbijczyka jest jednak czymś znacznie większym, niż socrealistyczną krytyką obcego kapitału – jest traktatem moralnym; traktatem o walce, o samotności (a jakże!) i o lojalności. O deprawacji, o sprawiedliwości tłumu, o ideałach, o miłości i o śmierci.

Wbrew jego własnym słowom, dla mnie Marquez jest jednoznacznie realistą magicznym – był nim już wtedy, w debiutanckiej powieści, długie lata przed „Stu latami samotności”, do których „Szarańcza” stanowi nie tylko apokryf (jak pisze na okładce polski wydawca), ale również pierwszą – być może nawet nieświadomą – wprawkę Noblisty.

Muszę przyznać, że po latach jego styl już mnie tak nie zachwyca, chwilami wręcz drażni – szczególnie w tak niewielkim objętościowo utworze, jakim jest „Szarańcza”. Podczas gdy „Sto lat samotności” jest tak obszerne, tak wielkie (nie mówię tu tylko o grubości książki), że jest w stanie pomieścić wszystkie idee, zdarzenia i – nawet najbardziej magiczne – frazy, to w krótszych utworach uporczywe powtarzanie czarodziejskich sformułowań może irytować i nużyć. Ale cóż – najlepszemu socrealiście wśród twórców realizmu magicznego jestem w stanie wybaczyć wiele.


*„Gabriel Garcia Marquez ‚The Art of Fiction’, jesień 1981, nr 69. Rozmawiał Peter H. Stone” W: „Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z ‚The Paris Review’. Wydawnictwo Książkowe Klimaty, Wrocław 2016, s. 202

**Gabriel Garcia Marquez, „Szarańcza”. Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 1997, s. 7

Poczytaj również: