Zenzele. A Letter for My Daughter – Nozipo Maraire

Nozipo Maraire porusza w swojej powieści trudne i ważne zagadnienia – stosunek Europejczyków i Amerykanów do Afryki i jej mieszkańców (kolonializm i postkolonializm), siłę i znaczenie afrykańskie tradycji, afrykańską tożsamość, feminizm, blichtr zachodniego świata, zdradę ideałów i odwrócenie się od rodziny, niepewny los afrykańskich imigrantów zagubionych w nowych ojczyznach. 

List do Ameryki

Nozipo Maraire napisała długi, miejscami nostalgiczny, list do mieszkającej daleko, bardzo daleko od domu, córki. W liczącym prawie 200 stron liście, mama („Your friend, Mama”) głównie wspomina wydarzenia sprzed lat – opowiada swojemu dziecku historie rodzinne, zdarzenia z rodzinnej wioski, przygody znajomych – tych, którzy, podobnie jak córka wyemigrowali do „złego, zachodniego, świata”, jak i tych, którzy zostali w ojczystym Zimbabwe, aby kultywować miejscowe tradycje i żyć w zgodzie z drogą wyznaczoną przez przodków.

Zenzele - okładka książkiAutorka porusza w swoim powieściowym liście trudne i ważne zagadnienia – stosunek Europejczyków i Amerykanów do Afryki i jej mieszkańców (kolonializm i postkolonializm), siłę i znaczenie afrykańskie tradycji, afrykańską tożsamość, feminizm, blichtr zachodniego świata, zdradę ideałów i odwrócenie się od rodziny, niepewny los afrykańskich imigrantów zagubionych w nowych ojczyznach. Czytając „Zenzele” chwilami przychodzi na myśl znakomita „Amerykaana” Chimamandy Ngozi Adichie, innym razem „Zwierzenia jeżozwierza”, szczególnie przy fragmentach opowiadających o europejskich antropologach. Powieść Maraire jednak zdecydowanie różni się od dwóch pozostałych – język „Zenzele” jest mniej interesujący, nie tak barwny i ciekawy jak tamtych utworów.

Myślę, że autorka o wiele lepiej odnalazłaby się w innej formie prozatorskiej – najbardziej pasowałby tu esej, przy którym nie musiałaby wymyślać sztucznej fabuły, a bardziej formalny język (jakim napisany jest list) pasowałby idealnie. Powieściowe postacie wypowiadają się natomiast tak sztywno i oficjalnie, że czasami aż ciężko czytać. Narratorka – matka – chwilami potrafi przemówić do swojego dziecka (i do nas, czytelników) „ludzkim głosem”, ale kiedy odzywa się córka, to ma się wrażenie, jakby czytało się kolejne rozdziały manifestów feministycznych sprzed kilkudziesięciu lat. A szkoda, bo tematyka utworu jest na tyle ważna, że powinna być podana nam w taki sposób, żeby czytanie sprawiało przyjemność i satysfakcję. W taki sposób, w jaki robi to niezrównana Adichie.

Książka nie ukazała się w Polsce, jednak za namową autorki bloga Mniej niż 100 słów, postanowiłem umieszczać na blogu także teksty omawiające utwory, które nie zostały (jeszcze) przetłumaczone na język polski. Wszystkie te teksty są otagowane: nie ma po polsku 
Poczytaj również: