Złe wieści - okładka książki

Złe wieści. Ostatni niezależni dziennikarze w Rwandzie – Anjan Sundaram

Złe wieści - okładka angielskiego wydania książki

Reportaż o dyktaturze, zabijaniu demokracji i zamykaniu ust (niezależnym) dziennikarzom. Słaby reportaż, z przykrością muszę dodać – nie wnoszący wiele nowego ani do opisu despotycznych mechanizmów władzy, ani do pogłębionej analizy sytuacji politycznej i społecznej we współczesnej Rwandzie.

Autor poprzestaje na dość powierzchownym opisie rzeczywistości, nie starając się nawet stawiać pytań o przyczyny zastanej sytuacji – nie pyta dlaczego jest, jak jest. Dlaczego rządy zachodnich mocarstw i organizacje międzynarodowe wspierają (aktywnie wspierają) dyktaturę Paula Kagame? Dlaczego rząd Zjednoczonego Królestwa finansuje równocześnie rządy dyktatora i warsztaty dziennikarskie (prowadzone w Rwandzie) mające na celu wykształcenie niezależnych, niebojących się władzy reporterów? Dlaczego ambasador Unii Europejskiej z rozbrajającą szczerością przyznaje, że nie widzi nic złego w finansowaniu dyktatorów (dosłowny cytat z angielskojęzycznego wydania książki, odpowiedź na pytanie autora: „I have no problem with giving money to a dictator”*)?

Złe wieści - okładka książkiZamiast tego Sundaram skupia się co jakiś czas na przekazywaniu czytelnikom swoich uczuć. Dowiadujemy się na przykład, że autor tęskni (do prowadzenia zawieszonych zajęć warsztatowych, czy za dawno niewidzianym uczestnikiem tychże), że się nie zgadza, że się dziwi. Rzetelny reportaż powinien przybliżać czytelnikowi tło, przyczyny i przebieg opisywanych wydarzeń, a nie emocje towarzyszące reporterowi podczas zbierania materiałów.

Jedyne interesujące mnie (i w pewnej części dla mnie nowe) części książki to te, które nawiązują – bezpośrednio, lub pośrednio – do aktu ludobójstwa z roku 1994 (czytałem sporo na ten temat i zawsze z ciekawością dowiaduję się nowych faktów). Okazuje się, że panujący do dnia dzisiejszego Kagame, który zawsze przedstawiał się jako ofiara ówczesnego reżimu rwandyjskiego, miał sam dość znaczny udział zarówno w wywołaniu rozruchów, jak i w powstrzymaniu sił zachodnich (w tym jednostek ONZ-u) od bezpośredniej interwencji wojskowej (wszystko to w celu przejęcia władzy). W książce wspomniana jest również jego wojenna wyprawa do Kongo i współudział w tamtejszej wojnie domowej (oczywiście z jasno określonym celem uzyskania wpływów w sąsiednim państwie) oraz sposoby manipulacji współczesnego społeczeństwa, wykorzystujące pamięć o przeżytej tragedii w celu ugruntowania obecnej władzy.

Czytając książkę o kolejnym afrykańskim dyktatorze, pupilku zachodu – z miejsca nasuwają się historyczne podobieństwa: apartheid był nie tylko tolerowany, ale aktywnie wspierany przez zachodnie demokracje prawie do jego upadku (pamiętam żarliwe przemówienia Margaret Thatcher i wsparcie brytyjskiej – wciąż panującej – Królowej); Robert Mugabe był przyjmowany i głaskany na zachodnich dworach i uczelniach (niezliczone doktoraty honoris causa), aż nagle okazało się, że to niedobry dyktator. Jak długo zajmie nam (a raczej im) dopuszczenie do siebie prawdy o Paulu Kagame?

A może książka Anjana Sundarama choć trochę w tym pomoże? Wówczas nie byłaby aż tak słaba.


*Anjan Sundan, „Bad News. Last Journalists in a Dictatorship”. Bloomsbury Circus. London 2016, str 54

Poczytaj również: