Zwierzenia jeżozwierza - okładka książki

Zwierzenia jeżozwierza – Alain Mabanckou

Zwierzenia jeżozwierza - okładka książki po angielskuWspomnienia jeżozwierza spisane są bardzo ciekawym i wciągającym, ale dość dziwnym, językiem. Jeżozwierz nie zaczyna zdań wielkimi literami, ani nie kończy ich kropkami, używa za to bardzo dużo przecinków. Nie wiem czy jest to sposób pisania wszystkich jeżozwierzy (jako gatunku), czy tylko tego konkretnego jeżozwierza Kibandiego. Na początku trudno jest się przyzwyczaić do tej jeżozwierzowej maniery, ale po kilkudziesięciu stronach dochodzi się do wniosku, że tylko w taki sposób można było spisać tę opowieść.

Sumienie jeżozwierza

W niektórych rejonach Afryki każdy człowiek posiada swojego zwierzęcego sobowtóra. Nie każde zwierzę może zostać takim sobowtórem; nie jestem pewien na jakiej zasadzie dokonuje się selekcji – ale wiem, że wybrane stworzenie musi na zawsze opuścić zwierzęcą rodzinę i poświęcić się bez reszty swojemu człowiekowi. Sobowtór posłusznie wykonuje polecenia swojego pana aż do śmierci, po czym umiera razem z nim.

Zwierzenia jeżozwierza - okładka książkiPewnego razu w nieznanej szerzej kongijskiej wiosce Sekepembe zdarzyło się jednak, że sobowtór – liczący sobie wówczas 42 lata jeżozwierz – przeżył swojego pana. Kibandi umarł (nie będę tu zdradzał okoliczności i przyczyn śmierci), a jego sobowtór – bezimienny jeżozwierz, którego dla wygody nazywać będę jeżozwierzem Kibandiego (tak naprawdę jeżozwierz miał na imię Ngoumba; imię to nadał mu jego człowiek, ale jako że znaczy ono po prostu „jeżozwierz”, jeżozwierz je kategorycznie odrzucił) – wbrew prastarym zwyczajom i jasno określonym obowiązkom, żył dalej. Żył po to, aby opowiedzieć nam i staremu Baobabowi (a może przede wszystkim Baobabowi) historię życia. Życia zarówno swojego, jak i swojego mistrza.

Wspomnienia jeżozwierza spisane są bardzo ciekawym i wciągającym, ale dość dziwnym, językiem. Jeżozwierz nie zaczyna zdań wielkimi literami, ani nie kończy ich kropkami, używa za to bardzo dużo przecinków. Nie wiem czy jest to sposób pisania wszystkich jeżozwierzy (jako gatunku), czy tylko tego konkretnego jeżozwierza Kibandiego. Na początku trudno jest się przyzwyczaić do tej jeżozwierzowej maniery, ale po kilkudziesięciu stronach dochodzi się do wniosku, że tylko w taki sposób można było spisać tę opowieść.

Sama historia jest równie dziwna, jak forma jej przekazania. Jeżozwierz opowiada głównie o tym, jak zabijał – na polecenie swego pana – kolejnych mieszkańców wioski i okolicy, jak pozbawiał życia niewinnych ludzi, tylko dlatego, że tak chciał jego władca – Kibandi. Jeżozwierz sporo opowiada także o innych kuzynach małp (jak nas nazywa) – zarówno o swoich i Kibandiego sąsiadach, jak i o przybyszach z Europy, białych ludziach, antropologach społecznych/etnologach. Drwi przy tym z osób popisujących się liczbą przeczytanych książek, potępia erudytów i ich wywyższanie się ponad zwykłych mieszkańców wioski.

Co dziwniejsze – jeżozwierz jest bardzo oczytany i nie waha się tym oczytaniem pochwalić. Cytuje zarówno Biblię, jak i starożytnych filozofów. Nawiązuje w swych gawędach między innymi do Marqueza, Hemingwaya i Cervantesa (resztę nazwisk pozostawiam do rozszyfrowania zainteresowanym czytelnikom wspomnień). Przywołuje zarówno stare, ludowe legendy, jak i przemyślenia współczesnych intelektualistów.

Podczas czytania zastanowił mnie niezmiernie fakt, że jeżozwierza dręczy coś na kształt wyrzutów sumienia (nie jestem przekonany czy jeżozwierze posiadają sumienie) – po dłuższych przemyśleniach zacząłem podejrzewać, że to może nie jeżozwierz zabijał, że jest to tylko figura wymyślona przez spryciarza Kibandiego, aby mieć na kogo zrzucić swoje winy. Ale kto wówczas opowiedziałby wszystkie te zdarzenia nam i staremu Baobabowi? Kibandi umarł przecież jakiś czas temu, poza tym kuzyn małpy nie może znać tyle szczegółów z życia zwierząt, nawet jeżeli jedno z nich jest jego sobowtórem.

Polecam gorąco te niezwykle interesujące wspomnienia jeżozwierza, sam z ogromną chęcią przeczytałbym więcej jego historii, ale jak do tej pory nie udało mi się znaleźć niczego nowego. Ostatecznie mogłyby być to opowieści spisane przez inne sobowtóry – nie pogardziłbym nawet gawędą jakiegoś obrzydliwego szczura, choć jestem pewien, że szczurzy język nie dorasta do pięt jeżozwierzowemu.

Poczytaj również: